szyszka i wrzos

szyszka i wrzos
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Missy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Missy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 listopada 2014

Ubrany pies to szczęśliwy pies

Witam, w naszym przypadku tak jest bo Michalina strasznie marznie na dworze. Po prostu jej krótka sierść nie chroni jej przed zimnem tak jak powinna i musimy się dogrzewać. Przyzwyczaiła się już do swoich sweterków i chętnie je zakłada, przynajmniej mi się tak wydaje bo nie broni się i nie wyrywa. Tak więc prezentuję psa w odsłonie myśliwskiej hi hi :) Kolor intensywne pomarańczowy, jak kamizelka odblaskowa więc pies będzie bezpieczny i widoczny.

 I jeszcze niemalże ukończony obrazek dla kolegi. Kilka krzyżyczków, pierzemy i wysyłamy.


Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie miłe słowa jakie od Was otrzymuję. 



środa, 15 października 2014

Oprawiony!

Chwalę się czym prędzej oprawionym Hubertem. Niestety nie mam pojęcia jak zrobić zdjęcie obrazu tak żeby nie było widać przedmiotów odbijających się w szkle. Mam nadzieję, że jednak coś tam widać. 


Usiłowałam też zrobić zdjęcie obrazka nad którym aktualnie pracuję ale nie było to wcale takie proste... 



Ale w końcu się udało :)
 
A na koniec cały koszyk opieniek. Wczoraj po obiedzie poszłam do sadu a tam cudeńka :) Pod liśćmi w trawie na pniaczkach opienieczki. Wszystkie malutkie i fajniutkie. Do koszyka siup i marynata :) przetworów na tą zimę mam chyba dla całej wsi...



poniedziałek, 13 października 2014

Motylek


Taki gość usiadł mi dziś na ręku, kolorowy i piękny. Jesień jest niesamowita. Jest ciepło i wspaniale, całe wczorajsze popołudnie przesiedzieliśmy  na huśtawce z kocem i poduszką. Złote i pomarańczowe liście dookoła, ostatnie kwiaty na pędach, czerwone owoce róży, złotobrązowe kwiatostany hortensji w ogrodzie jest teraz cudownie. Czas płyną powoli a
my snuliśmy nasze plany na kiedyś. Uwielbiam marzyć na głos a jeszcze bardziej lubię kiedy ktoś tego słucha i mi przytakuje. Razem raźniej. Naładowałam się pozytywną energią na cały tydzień i już nie mogę doczekać się kolejnej dawki.
Dziękuję 
 
Różę kupiłam w ciemno. Nie miałam pojęcia jak zakwitnie a tu taka piękna niespodzianka.
I na koniec moja Michalincia w jesiennej odsłonie, na słoneczku z listkiem,
 jak prawdziwa dama.
 
Życzę pięknego tygodnia wszystkim

poniedziałek, 22 września 2014

ostatni dzień lata

Ostatni dzień lata a taki paskudny, jakby świat opłakiwał jego odejście. Od rana wieje i leje a mnie drapie w gardle i w głowie mam pędzącą karuzelę. Nic fajnego. Skończyłam w końcu po 9 miesiącach pracy obraz ze Św Hubertem. Teraz tylko wyprawa do wielkiego miasta Lublina aby go oprawić. Tak energetycznie ten koniec na mnie podziałał, że aż zaczęłam  nowy projekt. Obiecany jakiś czas temu mojemu koledze. Wyjęłam moje pudła z mulinami i motek po motku przeszperałam je w poszukiwaniu potrzebnych odcieni. Znalazłam większość z czego bardzo się cieszę bo moje zapasy troszkę stopnieją, znalazłam też ostatni kawałek materiału pasujący akurat i nabazgrałam na nim kratkę, po czym stwierdziłam, że zrobiłam to źle i nabazgrałam jeszcze raz tym razem lepiej i z kopyta jak szalona popędziłam z robotą. Pracuję od czwartku a mam już naprawdę bardzo dużo, aż sama w szoku jestem. Może jak się zepnę skończę go szybko i będę miała czas na jakieś małe motywy świąteczne dla mnie? Bo chyba czas już myśleć o jakichś ozdobach jeśli ja z moim sprytem i talentem chcemy się wyrobić. Może moje wymarzone poduszki z rogaczami poczekają jeszcze chwilę. A właśnie pochwalę się, kupiłam w "ciuchu" 3 kawałki płótna. Idealnie nadają się na poduszki i to właśnie na tych 3 kawałkach za które zapłaciłam 1 zł będą rogacze. Oczywiście jak tylko skończę ten nowy obraz i może z jeden wzorek na zaś na święta. Tak więc plany są ale pewnie i tak ulegną zmianie bo moja lista "chcę to zrobić" ma chyba z  kilometr długości i tylko od tego co mi się ubzdura w danej chwili zależy co zacznę robić.

O taki zapłakany świat dzisiaj

O taki właśnie obrazek będzie a mam już tyle zrobione tak w skrócie :) Kolory się różnią od tych na wzorze ale albo to wina aparatu albo muliny bo haftuję oczywiście Ariadną, dwiema nitkami. Wydaje mi się że efekt końcowy powinien być ok ale zobaczymy.



A ten oto klusek to moja Michalina, śpi i je bez przerwy. Takiej to dobrze

Pozdrawiam Anja

wtorek, 9 września 2014

Pachnie mi jesienią

Witam wszystkich, pachnie mi jesienią, oj pachnie. Grzybów mam tyle, że już nie wiem co z nimi robić. Są suszone, są marynowane, były gotowane sosy i zupy wszystkiego po trochu i wszystko bardzo smakowite. Wczoraj wieczorem marynowałam paprykę i składałam w słoiczki dżem śliwkowy. W spiżarni półki uginają się od ciężaru przetworów. Będzie co jeść zimą. Same smakołyki a jeszcze przede mną marynowanie opieniek i smażenie jabłek. Och jej wkręciłam się w przetwory na maxa hi hi.



W ogrodzie zakwitła mi nowa róża. Nie wiem jaka to odmiana bo nie było karteczki na sadzonce ale jest przepiękna w łososiowym kolorze i pachnąca. Piękna.



A w robótkach... hmmm mam nadzieję, że po raz ostatni pokazuję Huberta w trakcie pracy. Następna fotka będzie już w ramce. A kolejne projekty już nie tak wielkie czekają w kolejce.



poniedziałek, 7 lipca 2014

No to jedziemy dalej

Jedziemy dalej z Hubertem. Wczoraj przy upale i ogromnym niechciejstwie wychodzenia z domu pokonałam sama siebie. Jak już się rozsiadłam z haftowaniem to machnęłam ze 2000 krzyżyków. Nieźle pogoniłam pracę tym wybrykiem. No ale okaże się jak będzie w dalszych dniach bo wisienki szykują się do zbioru, trzeba się uczyć do sierpniowych egzaminów myśliwskich a podyplomówka też o swoje woła, zostaje mi tylko wziąć się w garść i do roboty. 


Upał dokucza chyba wszystkim. Michalincia leży rozciągnięta na podłodze to tu to tam zależy gdzie jej chłodniej, a dzikie ptaki to już chyba całkiem kręćka dostały. O 4 rano w sobotę miałam niespodziewaną wizytę w pokoju. "Coś" łupnęło w okno i wystraszyło mnie i Michalinę dość poważnie, po chwili okazało się, że to drozd. Mało tego, że narobił hałasu to postanowił sobie jeszcze polatać po pokoju. Ot takie nocne atrakcje i spania już nie było. 
Biedna Michalincia już nie wiem jak i gdzie ma leżeć żeby jej lepiej było

Drozd z poranną wizyta

 Dziś w planach mam zbiór porzeczki. Zastanawiam się tylko czy opłaca mi się ją zrywać czy lepiej sobie kupić, bo cena przerażająco niska i rolnicy porzeczkowi w tym roku będą mieli poważne kłopoty finansowe... Aż się boję ceny na wiśnie, oby nie była niższa niż koszty produkcji.

pozdrawiam serdecznie 
Anja

wtorek, 3 czerwca 2014

Ach tapogoda...

 Kilka dni temu mieliśmy nieciekawą niespodziankę pogodową. Z niewinnej chmurki spadł grad. Drobny co prawda ale w dość znacznej ilości. w koło domu pod rynnami były usypane małe zaspy. Aż żal było patrzeć jak wszystkie kwiaty w ogródku i drzewa w sadzie w ciągu kilku chwil zostają zniszczone...




 Z zaległości udało mi się uprać (!) i oprawić Matkę Bożą. Haft skończyłam równo rok temu... No ale w końcu się zebrałam i obrazek zajmie miejsce w kuchni na półeczce.






Moja koleżanka natchniona wielką weną namalowała kubek z moją Michaliną. Normalnie Michalina jak żywa i to spojrzenie ;)


Pozdrawiam i życzę Wam pięknej pogody w końcu.

środa, 14 maja 2014

Wieczorne atrakcje

Najpiękniejsze są majowe wieczory. Co prawda już w czerwcu zmienię zdanie ale na chwilę obecną tak właśnie uważam. Idzie sobie człowiek w pole, siada na miedzy i wdycha zapach kwitnącego rzepaku, świeży powiew lasu i czeka na zwierza. Jest pięknie. Zdjęcia może nie są pierwszej jakości ale można przynajmniej mieć jakieś tam wyobrażenie o klimacie panującym na polach. 
Kilka dni temu siedzieliśmy sobie na środku lasu. Kiedy jest cisza dokoła, głosy ptaków wydają się kilka razy mocniejsze aż dzwoni w uszach kiedy śpiewają. A jeżeli siedzi się bez ruchu można mieć taką przygodę jak my ostatnio. Pewna kuna, widocznie bardzo zajęta sobą niemal weszła mi na nogi. Cudowne uczucie móc podziwiać dzikie zwierzę w jego naturalnym środowisku a nie w klatce w zoo. 



A jeżeli wieczór nie jest na polu to jest na fotelu z igłą i nitką. A u Huberta postępy są takie jak widać. Szału nie ma ale lecimy do przodu.



 A Michalina jak to Michalina, uśmiechnięta i zadowolona, że ma pańcie codziennie dla siebie.





środa, 9 kwietnia 2014

Popsuta pogoda

Wczorajszy dzień był wręcz cudowny. Ciepło, słonecznie, uroczo. Księżyc coraz bliżej pełni, aż chce się iść w teren. Ja niestety na chwilę obecną jestem przykuta w domu chodzenie trzeba zostawić na lepsze czasy. Mam za to dużo czasu i nadrabiam zaległości ze studiami, sadzę, pikuję i sieję oraz oczywiście porywam się na nowe rękodziełowe pomysły. W ogródku kwitną już tulipany, według mnie wyjątkowo wcześnie się pojawiły w tym roku. Może dlatego, że były wykopane i przesadzone w roku ubiegłym?
A dziś pogoda popsuta. Szaro buro i ponuro. I nastroju brak.


Dzięki dużej ilości wolnego czasu staram się robić rzeczy na które wcześniej nie mogłam sobie pozwolić. I tak właśnie powstało kolejne jajo. Gęś się spisała ;) a ja je umalowałam na fioletowo i wydrapałam wzorek. Z tym malowaniem to nie było takie hop siup. Wiele razy kupowałam barwniki i postępowałam zgodnie z instrukcją na nich zawartą i nie wychodziło jak trzeba. Za jasne, z plamami no po prostu nie takie. Poszperałam w internecie tu i tam, jeden prosty zabieg jajko dokładnie umyć wodą z mydłem a  poza tym dodać do barwnika więcej octu. Ot filozofia. Ale dla mnie stanowi to wielkie odkrycie i w końcu jestem zadowolona z uzyskanych efektów.

kraszanka
Pochwalę się też postępami u mojego Huberta. Widać już psa całego więc jest dobrze. Mogę nawet powiedzieć, ze chyba zbliżam się do połowy pracy. Niestety jestem coraz bliżej stwierdzenia, że już więcej nie porwę się na takie duże dzieło. Ten obraz może być jednym z ostatnich. Jest tyle pięknych małych haftów które chciałabym zrobić. Zwłaszcza, że marzą mi się nowe bieżniki na stół  z motywem myśliwskim lub z owocami coś takiego innego. Ot mam zachcianki. Czuję potrzebę kolorowych nitek. A może by tak haft płaski? Coś od Trish Burr? Oj marzy mi się :)



A na koniec moja Misia. Wącha fiołki i się uśmiecha do wszystkich odwiedzających.


sobota, 22 marca 2014

nic niezwykłego.

Dziś rozpędziłam się ze zdjęciami. Zapewne nie pokażę tu czegoś niezwykłego ale utwierdzę wszystkich w przekonaniu, że mamy już wiosnę. U mnie z krokusami bieda raptem kilka sztuk bo nornice mi wyżarły wszystko co miałam ale liczę na to że odbuduję hodowlę. Hiacyntów mam całą masę, żonkili będzie też sporo a o tulipanach nie wspomnę ;)wczesne już mają pączki i już niedługo zakwitną Wszystkie które wysadziłam w roku ubiegłym ślicznie powychodziły, a najlepsze jest to, że na jednym ze skalniaków w wielkiej misce posadziłam wszystkie mini cebulki które udało mi się oddzielić od tych większych i stwierdzam, że wszystkie wyrosły. Co prawda nie zakwitną w tym roku ale za to cebulki urosną i za rok może dwa będę miała całe łany tulipanów. Bardzo mi się podoba ten plan.
Wczoraj poruszając się po terenie naszego województwa stwierdziłam, że widać ogromną różnicę z dnia na dzień coraz więcej zieleni. Pola ze zbożem wyjątkowo szybko się zazieleniły a nawet muszę stwierdzić że zaobserwowałam rolników sadzących kapustę na wczesny zbiór. Jedyne czego się obawiam to, że moje wiśnie mogą źle znieść obecne ciepło i późniejsze przymrozki. Nie jest to dla nich najlepsze. No ale trzeba myśleć pozytywnie i mieć nadzieję, że będzie dobrze. 
A poniżej zdjęcia z mojego ogródka.









A u Huberta znowu postępy i lecimy do przodu. Jeśli dalej będzie szło tak dobrze to przewiduję lipiec lub sierpień na zakończenie.